zadzwoń 12 25 75 336 napisz sklep@stanislawbm.pl
Lista wpisów
Lista wpisów
Święty powstaniec. Jak Adam stał się Albertem?
22.01.2024
#ROCZNICA POWSTANIA STYCZNIOWEGO
#ŚW. BRAT ALBERT
#PATRIOTYZM

Największy zryw narodowowyzwoleńczy okresu zaborów: 19 miesięcy, 1200 bitew i potyczek oraz 200 000 powstańców. Dziś 161. rocznica wybuchu powstania styczniowego.

Wśród powstańców, tworzących panteon naszych narodowych bohaterów, znajdują się również osoby, które Kościół po latach wyniósł na ołtarze. Wśród nich spotykamy artystę, zakonnika, który zostawił nam w dziedzictwie model wielowymiarowego patriotyzmu – św. Brata Alberta.

Biografia Brata Alberta jest powszechnie znana, zwłaszcza po roku 2017, który był mu poświęcony. Dlatego w dzisiejszym wpisie skoncentrujemy się na wybranym, przełomowym epizodzie z jego życia.

Ranny powstaniec – zewnętrzne i wewnętrzne bitwy Adama Chmielowskiego

Adam Chmielowski przystąpił do powstania w 1863 roku. Miał wtedy osiemnaście lat. W bitwie pod Mełchowem został ranny i stracił lewą nogę. Interwencja rodziny uchroniła go przed zesłaniem w głąb Rosji, lecz musiał wyjechać do Paryża. Do kraju powrócił w 1865 roku, po ogłoszeniu amnestii. Przyjechał do Warszawy, gdzie rozpoczął studia malarskie.

Kolejne dwie dekady to okres silnych, wewnętrznych zmagań młodego artysty – z depresją, obsesyjnym lękiem przed potępieniem, poszukiwaniem drogi powołania. Wszystko zmienia się po doświadczenia bezwarunkowej miłości Pana (TUTAJ). Zaczyna się ostatni etap przemiany Adama w Alberta.

Bal karnawałowy w pałacu Potockich…

Ksiądz Jan Szczepaniak, autor książki Mała ilustrowana historia Kościoła katolickiego w Polsce w rozdziale poświęconym Bratu Albertowi opowiada pewną historię z okresu, gdy Adam mieszkał w kamienicy przy ul. Basztowej, gdzie miał swoją pracownię.

Pewnego zimowego wieczoru 1887 roku wybierał się na raut organizowany przez Katarzynę Adamową Potocką. Założył surdut, kamizelkę z żakardu, jedwabny krawat i pozytywnie oceniwszy swój wygląd, udał się na przyjęcie. Wcześniej poprosił swoich podopiecznych, którzy u niego zamieszkali, żeby tym razem zachowywali się spokojnie – unikając bójek i awantur, na które skarżą się sąsiedzi.

Szybko pokonał drogę do pałacu Potockich. Nie mógł się doczekać spotkania ze znajomymi. Potrzebował chwili wytchnienia od ciągłego myślenia o problemach. Sprzedaż obrazów nie szła tak jakby sobie tego życzył, dlatego pieniędzy na utrzymanie mieszkających z nim bezdomnych było wciąż niewystarczająco.

Widok, który zobaczył po wejściu do salonu Potockich, jaskrawo kontrastował z myślami obecnymi w jego głowie: liczne dzieł sztuki z Niemiec, Holandii, Francji, cenne meble, na których stała miśnieńska i chińska  porcelana i rzesza rozbawionych ludzi. Po przywitaniu się z hrabiną Potocką, Adam zaczął szukać przyjaciół. Wiedział, że na przyjęciu mieli się pojawić malarze, Jacek Malczewski i Stanisław Witkiewicz. Cały wieczór spędził na rozmowach, co uwielbiał. Tańczyć nie mógł. Nie pozwalała mu na to „pamiątka” z powstania.

… i zerwanie maski

Tamtego wieczoru Adam poznał też kilka nowych osób, w tym hrabiego Ludwika Wodzickiego, z którym podjął dyskusję na temat dobroczynności. W rozmowie pojawił się temat ogrzewalni dla ubogich, otwartej na Kazimierzu przez prezydenta Józefa Dietla na Kazimierzu. Miejsce to nie cieszyło się dobrą sławą. Powszechnie mówiło się, że przypomina raczej „jaskinię zbójców” niż przytułek dla ubogich. Obaj mężczyźni postanowi zweryfikować pogłoskę.

Na miejsce przybyli po północy. To co zobaczyli, przypominało senny koszmar. Wewnątrz, w nieopisanym ścisku znajdowało się prawie dwieście osób. Słychać było jęki chorych i prośby o pomoc. Zimno, bród i ten zapach… mieszanka alkoholu i ciał pozbawionych dostępu do wody. Wokół pieca, w którym stróż miejski miał obowiązek palić raz dziennie, spały dzieci. 

Tej nocy narodził się Albert

Panowie Wodzicki i Chmielowski nie byli stanie długo tam pozostać. Jednakże po tym doświadczeniu Adam nie mógł też wrócić do dawnego życia. W tamtym okresie porzucił sztukę, by szukać prawdziwego obrazu Mistrza w drugim człowieku – zranionym, odartym z szat, opuszczonym…

Habit przyjął 25 sierpnia 1887 rok w kościele oo. Kapucynów, a rok później złożył śluby zakonne na ręce arcybiskupa Albina Dunajewskiego. Dla świata stał się wtedy Bratem Albertem.

W tamtym czasie przekonał radnych Krakowa, by przekazali mu zarząd nad miejską ogrzewalnią. Zobowiązał się do za mieszkania z ubogimi, karmienia ich, zapewnienia ubrań oraz znalezienia pracy dla tych, którzy byli do niej zdolni. Równocześnie w imieniu swoim i swoich pomocników zrzekł się wynagrodzenia.

„Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie (Ga 2,20)”.

Brat Albert – inspiracja

Służba drugiemu człowiekowi pozostała dla Brata Alberta stylem życia do końca jego dni. Z czasem dołączyli do niego kolejni powołani przez Pana, którzy stali się zaczynem dla nowych zgromadzeń – braci albertynów i sióstr albertynek.

Święty Brat Albert pozostał wiernym patriotą. W jego interpretacji patriotyzm – umiłowanie ojczyzny – przejawiało się w konkretnych czynach miłości wobec Polek i Polaków. Przesłanie Brata Alberta – artysty, powstańca, zakonnika – pozostaje aktualne. Może właśnie dziś, gdy w różnych środowiskach pojawiają się wypaczone interpretacje patriotyzmu, skierowane przeciw rodakom o odmiennych poglądach, postać świętego zakonnika jest dla nas szczególnym drogowskazem?

 

Źródła:

Najniższa cena towaru, jaka obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki