Niebawem, 22 października, obchodzimy liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II. Tego dnia przypada rocznica inauguracji pontyfikatu papieża Polaka, gdy wypowiedział słynne: „Nie lękajcie się!”.
W jaki sposób sam odpowiedział na to wezwanie, szczególnie w najbardziej dramatycznych chwilach swojej posługi? Przyjrzyjmy się temu, na przykładzie historii zamachu na Jana Pawła II, którą zbadał i opisał Antonio Preziosi książce Papież miał umrzeć.
Zwyczajny dzień
Dla papieża dzień 13 maja 1981 roku początkowo nie różnił się od innych i jak zawsze był wypełniony pracą. Jan Paweł II ustanowił wtedy Papieski Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną, a następnie zjadł obiad z francuskim genetykiem, Jérôme Lejeunem (odkrywcą przyczyny zespołu Downa) i jego żoną.
Następnie Jan Paweł II przygotował się do środowej audiencji, która miała odbyć na placu św. Piotra. Punktualnie o 17 zgromadzeni zobaczyli pojazd o numerach rejestracyjnych SCV1, wjeżdżający na plac od strony bramy Arco delle Campane (Łuk dzwonów). Samochód wykonał pierwsze okrążenie wokół kolumnady Berniniego. Papież witał i błogosławił licznie zgromadzonych pielgrzymów.
Zamach
Jest wczesne popołudnie. Z pokoju w Hotelu Isa przy via Cicerone wychodzi ubrany na szaro Turek. Ma przy sobie dziewięciokalibrowy browning parabellum o belgijskim numerze seryjnym 76C23953, który kilka dni wcześniej odebrał z magazynu w Zurychu.
Ali Ağca pojawia się na placu św. Piotra. Przeciska się przez tłum. Jego zachowanie nie zwraca uwagi innych, ponieważ każdy chciał wtedy znaleźć się jak najbliżej papieża. Papamobile pojawia się po prawej stronie placu, na wysokości Spiżowej Bramy i mobilnego stanowiska Poczty Watykańskiej. Jedna z matek podaje papieżowi swoją córeczkę, która zostanie zapamiętana jako „dziewczynka z zamachu”. Papież przytula małą Sarę, następnie oddaje ją mamie.
Jest 17.17. Ali Ağca wyciąga zza paska broń, układa ją w dłoni i oddaje strzał. Najpierw jeden, a potem drugi. Jana Paweł II upada, a jego biała sutanna pokrywa się krwią. Rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem.
Udaremniona ucieczka
Ağca oddaje jedynie dwa strzały, ponieważ jego broń najprawdopodobniej się zacięła. Sam stwierdził w późniejszych zeznaniach, stojąca obok niego zakonnica przytrzymała go za ramię. Zamachowiec rzuca się do ucieczki. Wymierza w innych broń i grozi, że odda kolejne strzały. Jednak w pewnym momencie potyka się o kostki bruku – sampietrini – i upada na ziemię. Wtedy rzuca się na niego i unieruchamia s. Letizia Gudici, franciszkanka pochodząca z Bergamo.
Dramatyczna walka z czasem
Jan Paweł II osuwa się na siedzenie papamobile. Ma przymknięte oczy i szepcze słowa aktu strzelistego: „Maryjo, Matko moja… Maryjo, Matko moja…”. Samochód pędzi w kierunku papieskiego ambulatorium, gdzie zupełnym przypadkiem jest wówczas Renato Buzzonetti, lekarz papieża. Znajduje się tam wtedy również chirurg, prof. Enrico Fedele. Lekarze wspólnie podejmują decyzję o przewiezieniu papieża do szpitala.
Okazuje się, że papieska karetka nie dojedzie – utknęła przy Arco delle Campane, zablokowana przez tłum. Zapada decyzja, by przewieźć papieża innym ambulansem. Po przejechaniu pewnego dystansu pojawia się kolejny problem – syrena milknie. Kierowca desperacko trąbi klaksonem, próbując się przebić przez zatłoczone rzymskie ulice w godzinach szczytu. Nie ma nawet eskorty, ponieważ zabrakło czasu, by powiadomić policję, którędy będzie przejeżdżał papieski ambulans.
W czasie tej dramatycznej drogi Jana Paweł II cały czas się modli. W pewnym momencie wypowiada słowa adresowane do zamachowca: „Przebaczam ci i ofiarowuję to wszystko, co mnie spotkało, w intencjach Kościoła i świata”[1]. Cierpiący papież prosi o wstawiennictwo Maryję. Jak sam będzie wspominał po latach:
„Miałem poczucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu, ale miałem taką dziwną ufność”[2].
Operacja Jana Pawła II
Po przyjeździe do Polikliniki Gemelli rozpoczyna się kolejny etap walki o życie papieża. Lekarze przetaczają Janowi Pawłowi II krew i podejmują reanimację. Konieczne staje się usunięcie półmetrowego odcinka jelita. W tym samym czasie trwa walka duchowa. Rzesze wiernych na całym świecie modlą się o ocalenie Jana Pawła II. Do nieba kierowana jest spontaniczna modlitwa wstawiennicza.
Szczegółowy opis papieskiej operacji znajdziemy w rozdziale Droga krzyżowa w Gemelli.
Wieczorem w dniu zamachu lekarze wydają komunikat: rokowania dotyczące wyniku operacji są optymistyczne. Papież pozostaje w klinice jeszcze przez kolejne dwadzieścia dni. Wykorzystuje ten czas między innymi na spotkania z innymi chorymi, przede wszystkim dziećmi z oddziału onkologii. Rozmawia z nimi, bawi się, pociesza. Stara się również podnieść na duchu rodziców małych pacjentów. Wraca do Watykanu 3 czerwca, lecz niespełna trzy tygodnie później musi ponownie poddać się hospitalizacji. Przebywa w klinice przez pięćdziesiąt pięć dni.
Wirująca kula
Wokół kwestii zamachu istnieje wiele niewyjaśnionych spraw. Wątpliwości budzą motywacje zamachowca – czy Ağca działał sam i komu jeszcze miałoby zależeć na śmierci Jana Pawła II. Sam papież koncentrował się przede wszystkim na duchowym wymiarze tamtych dramatycznych wydarzeń.
Do dziś trudno wyjaśnić trajektorię lotu pocisku. Anomalie wykazały zdjęcia rentgenowskie, analizowane przez prof. Francesca Crucittiego:
„(…)niszczycielski pocisk, który przeszył ciało Jana Pawła II, w niewytłumaczalny sposób przesunął się w brzuchu papieża. Zamiast linii prostej, nakreślił coś w rodzaju litery «z»: zygzak, dzięki któremu kula ominęła praktycznie wszystkie najważniejsze narządy. Kula weszła w ciało na wysokości pępka, po lewej stronie, a wydostała się w okolicach kości krzyżowej. I choć przeszyła okrężnicę i jelito cienkie, uszkadzając je w pięciu miejscach, wydaje się, że zmieniła tor lotu przed aortą środkową. Gdyby w nią trafiła, papież zmarłby natychmiast. Poza tym, pocisk uszczerbił kręgosłup, minimalnie omijając główne ośrodki nerwowe. Gdyby w nie trafił, Ojciec Święty zostałby sparaliżowany”[3].
Eksperci w dziedzinie militarystyki mogą, a wręcz powinni formułować hipotezy dotyczące przebiegu zamachu na Jana Pawła II. Chrześcijaninowi naturalnie przypomina się obietnica Pana:
„Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 17–18).
Zamiast zakończenia
Co historia zamachu na papieża może oznaczać dla nas współcześnie, żyjących czterdzieści lat po tamtych wydarzeniach? Pokazuje ona, że te wszystkie obietnice obecne w Biblii, w których Bóg zobowiązuje się do ocalenia człowieka, nie są poetycką metaforą, ale prawdą. To stwierdzenie można z łatwością podważyć, przywołując setki przykładów, w których Bóg „nie ocalił”. Na takie argumenty można z kolei odpowiedzieć, że Bóg ocala nas od potępienia i że powinniśmy się bardziej koncentrować na życiu wiecznym czy doczesnym.
Prawdopodobnie doświadczyłeś w życiu w sytuacji, w której podobna argumentacja mogłaby Cię nawet przekonać, ale z pewnością nie pocieszyć. W cierpieniu racjonalne argumenty nie zawsze przynoszą ukojenie. Karol Wojtyła napisał w jednym ze swoich utworów: „Miłość mi wszystko wyjaśniła”[4]. W cierpieniu tylko autentyczna relacja miłości między Miłosiernym Ojcem a dzieckiem pozwala przetrwać – ocalić swoją wiarę w dobroć Boga.
Więcej na temat zamachu na Jana Pawła II w: Antonio Preziosi, Papież miał umrzeć